Zaczęły się wakacje. Myśląc, że nie chcę mi się po wakacjach iść do szkoły, z pędem zajrzałam na świadectwo. No, wyniki były dobre tylko zawsze z polskiego mam dostateczny. Nie zależy mi szczególnie na polskim, tylko na całej nauce. Nic nie było słoneczne, jak na początek wakacji, tylko sam deszcz a jakby to porządnie uznać burza grzmotów. Gdy siedziałam w swoim pokoju, przyprawiało mnie o dreszcze, słysząc jak deszcz stuka w moje okna. Nie miałam co robić, więc zaczęłam myśleć i potem namówić mamę gdzie by to pojechać na wakacje. Może za granicę? Nie, napewno odmówi. Może na basen? Może, ale tylko jeden raz. Wyszłam do kuchni, zobaczyć czy są jakieś dobre przekąski. Tylko był deser z wanilią, więc wzięłam go sobie potajemnie bo brałam go przed obiadem. A jak biorę przed obiadem deser, to zawsze mama mówi że obiadu nie zjem! W wakacje moje urodziny, więc też wakacje to mój ulubiony okres. Sierpień to najlepszy miesiąc. Mama wkradnęła się do mojego pokoju, gdy ja tym czasem jadłam ten deserek. Uznałabym to za zdradę, co do mnie to kłamstwo. Mama popatrzała mi szczerze prosto w oczy.
- Dlaczego wzięłaś deser przed obiadem? - zapytała odnośnie. - Gwarantuję, obiadu potem nie będziesz chciała!
- Odrazu nie uznawaj tego tak. Chciałabym, chciałabym. Zjem... - odparłam niesolidnie, ale szczerze.
- Nina! Dlaczego kłamiesz? - do pokoju wtrącił się mój młodszy brat Bronek. No, jego ust jeszcze nigdzie nie zabrakło co do jakiejś kłótni czy rozmowy. Chciałam mu powiedzieć czy musiał wtrącać swoje trzy grosze, ale już lepiej się zamknęłam bo on ma 6 lat i będzie płakał. Już tak było, nie lubię jak coś się powtarza, chyba że coś słodkiego, moje urodziny... Moje urodziny są boskie, ale zaczęłam od historii więc ją skończę. Po obiedzie, Bronek gdy oglądałam telewizję przyszedł potajemnie do mojego pokoju i pluł mi na włosy.
- Bronek! Wyjdź stąd, nie pluj bo ja ci popluję! - krzyknęłam a Bronek pędem wybiegł z pokoju przestraszony. Było to śmieszne, jakby się nie posłuchał to bym naprawdę mu napluła, ale głupie było to, że moje włosy potem się lepiły. Powiedziałam to mamie, a Bronek zapewnie powiedział tak:
- Skarżypyta, ma kopyta! Kapuś! - mama wytłumaczyła mu, że tak niemożna, ale on nadal to śpiewał. Świat się wokół mnie opluwał, jak moje włosy. Bronek zaczął mi przeszkadzać, ale w tym czasie wyglądał tak mizernie, że nie chciało mi się go wyganiać. Musiałam. Samochodzikami jeździł po moich nogach, więc to nieustannie denerwowało. Potem w drugi dzień wakacji się nie próżnowało. Przed przyjazdem ciotki Elizy wszyscy latali dookoła bo ciotka Eliza wszystko może skrytykować. Naprzykład danie taty, jak ostatnio ciotka Eliza była, to skrytykowała tak, że tacie już się nie chciało gotować żadnych dań.
- Dlaczego nic nie robisz?! O, ktoś puka! - zapytała do mnie mama i szybko pobiegło otworzyć drzwi, bo to była nasza kochana ciotka Eliza.
- Och, dlaczego nie wstawicie szerszych drzwi?! - skrytykowała ciotka Eliza, ale my ją przywitaliśmy.
- Dzieńdobry, ciociu! - Bronek i ja witaliśmy ciotkę Elizę.
- Cześć. - mama i tata tak sobie powiedzieli cześć. Powiedzieli ciotce Elizie zwykłe cześć. Cześć!
Ciotka Eliza wszystkich nas przywitała, a potem odrazu siadła do stołu. Musieliśmy się elegancko ubrać, bo ciotka Eliza pochodziła z eleganckiej rodziny, czyli tak jak mama. Bo ciotka Eliza to siostra mamy, dobrze przestanę. Danie trzeba było przygotować takie, które by ciotka Eliza nie skrytykowała. No cóż, znaleźliśmy wczoraj wiele czasu na przygotowanie, ale jakoś coś dziwnego było. Cała rodzina coś dziwnego czuła, ale już się ja domyśliłam co. Powiedziałam to całej rodzinie, bo soku nie nalaliśmy.
- No to szczyt bezczelności by soku nie nalać! Och! - oczywiście ciotka Eliza skrytykowała nas po raz drugi. Szczerze jakby to powiedzieć, ciotka Eliza krytykuje dosłownie wszystko... Mama szybko pobiegła do kuchni nalać sok, a po dziesięciu sekundach wszystkim były nalane soki do szklanek.
- Co to za szklanki?! Znaleźliście je w śmietniku? Myjcie szklanki bo to niedobrze tak byle jak myć naczynia! - skrytykowała oczywiście po raz trzeci ciotka Eliza.
- Nasz tata dokładnie myje naczynia, nieprawdaż?! - mama z uśmiechem i ze złością wykrytykowała tatę.
- No cóż... - tata poczuł trochę winy. Było to czuć, jak zarumienił się na polikach. Aż zwiędłam, gdy nasza rodzina rozmawiała ze sobą z 4 godziny. W tym czasie już ziewnęłam 43 razy, a mama powiedziała żebym nigdzie nie szła. Było to nienormalne, co to z mojej strony. Zaczęła się paka rozmowy, ale ja tak łatwo się nie poddawałam, bo chciałam zrobić dobre wrażenie na ciotce Elizie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz